Książki ST przynudzają
Kiedy wpadłem w nałóg czytania książek ST nie zdawałem sobie sprawy z tego, że mogą momentami być tak nudne ! Jakbym zabrał się za czytanie od odpowiedniej książki to pewnie bym się bardziej zniechęcił - jednak pierwszą książkę z pod znaku ST jaką przeczytałem była niewielka książeczka “Perry’s Planet” - akcja toczyła się dość szybko i nie było nudnych przestojów. Po prostu czysta rozrywka. Zapragnąłem więcej.
Wcześniej jednak (prze wyżej opisaną książką) zabrałem się za zgoła inny tytuł (tak z nudów) - można by ją nazwać pełnowymiarową nowelą - była to "Traitor Winds" - okazała się jakaś taka niezjadliwa, że po kilkunastu stronach ją zostawiłem i jak do tej pory tak zostało ;)
Teraz również czytuję takie nowele i niestety miewam w trakcie czytania niekontrolowane napady senności. Rzadko kiedy udaje mi się je przezwyciężyć. Na pewno byłoby mi łatwiej jeżeli nie musiałbym czytać dwóch stron opisów zawierających wyrazy twarzy każdego z dwudziestu uczestników misji ratunkowej oraz ich profilu psychologicznego. Tak samo zbędne są kilkustronnicowe opisy zmian krajobrazu w momencie, kiedy to wyżej wymieniona ekipa zastanawia się co dalej robić.
Rewelacyjnym przykładem jest taki przynudzacz "Ice Trap". Odradzam, chyba, że masz problemy z zaśnięciem. Nie wiem jeszcze na 100% ale to chyba kwestia autora - jedne książki wchodzą łatwiej a inne zupełnie jak piwo z plastikowej butelki. Tak więc ratuję się puszkowym ale to i tak nie to. Na razie jednak robię sobie tydzień abstynencji więc jedynym płynem wspomagającym czytanie będzie mineralna.
August 14th, 2007 at 1:51 pm
Przeczytałem książkę STAR TREK o znanym tytule Mr. Scott’s Guide to the Enterprise i uważam, że do tworzenia swojego małego światka Star Treka, jaki najpewniej jest w sercu i w umyśle każdego Trekkie, w zupełności wystarczy. Szczególnie, że są to wyjątkowe dzieła z roku w jakim stworzono pełnometrażowy film ze Spokim i Kirkiem
August 14th, 2007 at 2:01 pm
Od Wojtka dostałem w prezencie niby taką mało ciekawą - jak mi się zdawało - książkę “Mr. Scott’s Guide to the Enterprise”. W pierwszej chwili myślałem, że to nudne, jednak po drugim i trzecim zajrzeniu mówię, wspaniałe. Już sam fakt, że książka z 1973 roku i pisana w dodatku w latach emisji pełnometrażówki ze Spokiem i KIrkiem. Po prostu, Wojtkowi należą się ogromniaste brawa, szczególnie, że czekał na nie rok - bodajże jeśli dobrze pamiętam
Schematy każdego poziomu statku, technologii oczami wizjonera, plany promów, a co najciekawsze, nawet schematy i szkice (sketche) malutkiej Osy. Mowa tu o mini promie naprawczym.
Oczy mi zbielały i palce mi się niecierpliwiły, aby o tym napisać, choć dopiero tutaj, gdyż ciągle czytam i badam treść książeczki, bagatela taniej i pokaźnych rozmiarów.
August 16th, 2007 at 4:23 am
Miło mi strasznie słyszeć, że książka jest dla Ciebie nadal pomocna (i jak się domyślam jeszcze długo tak pozostanie ;))