Data gwiezdna to taki dziwny stwór
Większości filmów czy seriali Sci-Fi przedstawia jakąś tam wizję przyszłości (w końcu słowo „Fiction” jest w nazwie gatunku a to raczej zobowiązuje). Pewnie znalazłoby się jakieś S-F, które dzieje się w przeszłości (tutaj przypomina mi się tylko serial Babylon 5, i kilka odcinków, które przedstawiają taką właśnie historię). Jeżeli myślisz też o czymś brzmiącym bardziej swojsko – typu „A long time ago in a distant galaxy….” to się mylisz – Gwiezdne Wojny to nie Science-Fiction. Ja zaliczam je do takiej kosmicznej opery albo do fantasy w kosmosie.
Skąd wiadomo, że coś dzieje się w przyszłości lub przeszłości ? W większości przypadków podawany jest jakiś rok. A tutaj pojawia się taki Star Trek i wprowadza pojęcie daty gwiezdnej (stardate). Sposób jej podawania – np. 43248.1 nie mówi zbyt wiele. Mnie zresztą też. Jedyne co udało mi się sensownego wyczytać w internecie to fakt, że pierwsza cyfra przedstawia stulecie – konkretnie cyfra cztery reprezentuje 24-ty wiek. Poza tym lepiej nie wnikać w zawiłości skąd to się wzięło, bo jak się okazuje, daty te nie były liczone przez tworzących serial, tylko po prostu wymyślane na poczekaniu, byle jedna była późniejsza od drugiej.
Tak więc Star Trek to jeden z niewielu tutułów, które namieszały w czasie tak, żeby widz nie wiedział dokładnie kiedy co się dzieje. Brzmi może to i lepiej kiedy się to ogląda, ale maniakom życia nie ułatwia.
Tak więc po raz kolejny mój plan spełzł na niczym – miało być o tym jaka data gwiezdna przedstawia jaki rok i jak sobie to policzyć a tutaj klapa, bo okazuje się, że twórcy sprawę potraktowali po macoszemu i zostawili wszystkich z jedną wielką nie dającą się wyjaśnić zagadką.
P.S. – mógłbym np. powiadamiać klientów, że są nowe modele star trek i przesyłać im to w postaci daty gwiezdnej, ale to chyba lekkie przegięcie – zresztą też musiałbym zmyślać sobie te daty…