Ach te dziewczyny w mundurach – czyli o Treksferze 2009
W sieci można już nieco poczytać o tym jak było na tegorocznym zlocie najbardziej nawiedzonych i tych nieco normalniejszych fanów Star Treka – tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i jeszcze tutaj.
Sporo fotek za to znajdziecie na tej stronie. W tekście poniżej też wplotłem kilka swoich – jak zwykle będę poniżej trochę nudził, więc fotki są dla lepszej strawialności.![]()
Jak zwykle są różne uwagi co do samej imprezy, że była hermetyczna (bo była, w końcu fani ST są uważani przez sporą cześć ludzi za dziwaków) – nie dziwne więc, że po zajrzeniu na salę zaczynali uciekać w popłochu jednocześnie starając się zostać nie zauważony. Ci, których udało się złapać jakoś starali się dyplomatycznie wymigać od uczestnictwa – pewnie w obawie przed zarażeniem się tą nieuleczalną chorobą.
Mnie jak widać to już dotknęło i chociaż musiałem słuchać przez dwie ściany (nic nie usłyszałem ;))) i rozmawiać z innymi głównie w przerwach (a było miło – ach te dziewczyny w mundurach…) to i tak skorzystałem cokolwiek mniej finansowo – więcej kulturalnie. Gdyby także nie fakt, że mój pomocnik ciągle dezerterował pewnie udałoby mi się skorzystać jeszcze więcej.
Moim zdaniem najważniejszym punktem całej imprezy była debata Star Wars kontra Star Trek. Ogólnie chodziło co jest lepsze, ale myślę, że ktoś powinien zostać zdezintegrowany za pomysł dzielenia nas na lepszych i gorszych. Jedna z uczestniczek tejże debaty stwierdziła podobnie, jednak jak się okazało potem obyło się bez ofiar w ludziach (i Trekkies).
Zastanawiacie się pewnie, kto jest odpowiedzialny za to wszystko - no cóż - podziękować muszę tutaj Fluorowi – za organizację całej tej star-trekowej niedorzeczności, Q – za to że był i również przyczyniał się do opanowania tego chaosu a także wszelkim uczestnikom (tym w przebraniach oraz z różnymi rekwizytami), którzy stosownie odziani udali się na ryzykowną misję (czyt. debatę) do sali Star Wars. Wszyscy powrócili i po zdaniu raportu udali się do dalszego nasiąkania swoim ulubionym tematem. Reszta rozproszyła się w sposób uniemożliwiający ich zlokalizowanie bez użycia trikodera.
Co do spraw organizacyjnych – warto by następnym razem przyciągnąć więcej ludzików – zawsze to lepiej dla biznesu (tzn. fandomu ;)). Żeby tylko jakieś gadżety ktoś chciał kupować a tutaj wszyscy brali kubki (czyżby ktoś przyniósł jakieś romulańskie piwko ???) – sprawdzić tego mi nie było dane.
Na koniec – takie przemyślenie - z racji, że starwarsowcy nie widzą co w trawie piszczy (ktoś wie jak nazwać dźwięki wydawane przez tribble ?), następnym razem trzeba im podrzucić kilka bardzo miłych futerkowych zwierzątek. Z pewnością się ucieszą (na początku).
P.S. – czy ktoś zna numer teleportera tej dziewczyny z plakatu TSF 2009 ?