Czy Sokół Millenium ma duszę ?
Okazuje się, że znowu muszę posłużyć się odwołaniem do książki pt. „Wiem, że masz duszę”. Pewnie już nawet nie dziwi Cię, dlaczego akurat tej
Jak to określa Clarkson, załoga tego statku radziła sobie pomimo tego, że ciągle się psuł, nic nie działało tak jak powinno a wszelkie awarie zdarzały się w najbardziej niepożądanych momentach. Sceną, która najlepiej to oddaje jest moment kiedy Han Solo mówi – cytuję: „Punch it Chewie” – plan był taki, że skaczą w nadprzestrzeń i po problemie. Fakt jest taki, że nic się nie stało po czym Chewie zaczął wydawać z siebie jakże ciekawe odgłosy
Wszystko to oczywiście działo się kiedy na ogonie siedział im imperialny niszczyciel.
Sokół oczywiście musiał się psuć, ponieważ jego głównym mechanikiem jest Chewie – i w opinii Clarksona jest krzyżówką małpy i psa o niezbyt wielkich umiejętności technicznych – może i tak a może i nie. W każdym razie ilość różnych modyfikacji i przeróbek dokonanych przez Chewie’go jest zastraszająco duża więc ma się co psuć – dzięki temu właśnie co chwilę coś nie działa
Jeżeli dzięki właśnie tym kaprysom statek ma mieć duszę to myślę, że się zgodzę – coś co bez przerwy działa i nigdy przenigdy nie zawodzi traktujemy jak narzędzie – coś co działa kiedy chce można uważać za coś co żyje i ma świadomość coś co wpadło akurat na pomysł, żeby zrobić sobie przerwę.
Na początku napisałem, że załoga Sokoła radziła sobie nadzwyczaj dobrze w przeróżnych sytuacjach kryzysowych – jako kontrast można tutaj podać załogę Enterprise (chodzi mi głównie 1701 – ten z TOS’a). Tam załodze udawało się głównie dzięki statkowi. Clarkson uważa to za dowód, że Enterprise jest najbardziej wyrafinowaną i skomplikowaną technicznie bezduszną maszyną. Niestety